Uncategorized

Body 24/7 – Ciało całodobowe

This post is just a complement to my recent Youtube video about the body and its social media status. As this video is in polish I’ll have to switch into the polish to make it all clear and consistent.
***
Zatem dzisiejszy wpis jest moim esejem zaliczeniowym na zajecia estetyka codzienności. Poruszam w nim problem ciała oraz obcowania z nim praktycznie 24/7. Jest to swego rodzaju dopełnienie do mojego ostatniego filmika na Youtubie – “I co z tym ciałem?”. Już nie przedłużam i zapraszam do lektury oraz komentowania. 

photo: Aleksandra Neyman

„Ciało całodobowe” 

Z ciałem jako bytem metafizycznym, epistemologicznym czy nawet etycznym obcujemy całodobowo, trzysta sześćdziesiąt pięć/sześć dni w roku. Stanowi ono naszą nierozerwalną część, jest pudełkiem, w którym kryje się ludzka tajemnica – umysł. Dla większości ciało jest formą wizytówki, która jest zauważalna jako pierwsza, czemu nie można zaprzeczyć. Jako dwudziestoletnia dziewczyna żyjąca w dwudziestym pierwszym wieku zostałam wrzucona w wir cielesnych dywagacji, opinii, teorii, których przesyt sprawia, że ciało staje się moją obsesją. W końcu obcuje z nim całodobowo od momentu przebudzenia się, po zaśnięcie, ale jego byt wkrada się także i w moje marzenia senne… Przesadzam? 
7.00 – Otwieram oczy i czuję je, moje kończyny budzą się zaczynam je dostrzegać, odczuwać. Stanowi ono dla mnie czysto materialny obiekt, który pozwala mi wstać z łóżka i wykonać wszystkie niezbędne, ale także i zbędne czynności życiowe. Przeciągam się i próbuję zrozumieć co mówi moje ciało. Poprzez jego „milczenie”[1]porozumiewam się z nim i wchodzę do jego wnętrza. Pierwotnie doświadczam siebie. W tym momencie nie zastanawiam się nad budową mojego ciała czy postawą, nie zastanawiam się nad poprawieniem go tylko w pełni go akceptuje. Z samego rana, gdy z moim ciałem jestem sam na sam nieskażona żadnym medium, docieram do świadomości pierwotnej, czyli tego, że jestem. 
9.00 – Poranna rutyna przebiega sprawnie, tak samo jak komunikacja z moim ciałem. Jest to spowodowane tym, że nie próbuję w jakikolwiek sposób ingerować w naturalny język mojego ciała. Pełni ono dla mnie funkcje użytkową, która według Marleau-Ponty jest „pierwotną ekspresją”, która nie zaburza mojego codziennego rytmu i pozwala mi skupić się na zrozumieniu moich własnych potrzeb. Dostarcza mi materiału dla wyższej refleksji.[2]
10.00 – Przestaje się komunikować z moim ciałem, odbierać jego sygnały. Bodźce zewnętrzne sprawiają, że wrogo się do niego nastawiam, zaczynam przejmować nad nim kontrolę, zamiast współpracować z nim. Przy śniadaniu „serwuje sobie” dawkę Instagrama. Nie jest to żadnym zaskoczeniem, że podczas odkrywania wyidealizowanego, instagramowego świata zauważam wszelkie niedoskonałości. Moje ciało nie jest już dla mnie czysto materialnym obiektem, a staje się moim wrogiem. 
10.30 – Przy kawie wmawiam sobie, że jestem ponad to, że przecież jestem świadoma, że zdjęcia są pozowane, ich „natura” podkoloryzowana. Wiem też, że jestem zdrowa oraz mam zdrowe i sprawne ciało, którego nie muszę zmieniać, jednak coś mi nie pasuje. Czuję ten dyskomfort, tę niepewność, odrywam się od mojego ciała. #bodypositive – każde ciało jest piękne. Widzę serię zdjęć Lady Gagi[3] (sytuacja miała miejsce w 2012 roku), która pokazuje swoje ciało, które jest nietknięte Photoshopem oraz nie przeszło przez żaden filtr. Widzę cellulit, opadnięte pośladki, bladą skórę. Nie widzę wyrzeźbionego brzucha, smukłych ud i wystających obojczyków. Pod zdjęciami jest podpis „Ciało, które walczyło z anoreksją i bulimią od 15 roku życia”. Imponuje mi to, biorę kolejny łyk kawy, czuję, że powoli wracam do mojego ciała, akceptuje je, przestaje o nim myśleć. 
12.00 – Gdy czuję się pewna siebie, to zakupy sprawiają mi przyjemność. Pragnę wtedy wzbogacić estetykę mojej osoby, mojego ciała, tego jak jest postrzegane (chociaż to robię nieświadomie, przynajmniej tak mi się wydaje). Nowa kolekcja w moim ulubiony sklepie wygląda niesamowicie. Krój idealnie dopasowany, do tego egzotyczna kolorystka oraz odsłonięte obojczyki. Idę przymierzyć. Przeżywam rozczarowanie, ponieważ magia tej kreacji na moim ciele znika. Oczywiście obwiniam za to samą siebie co ponownie buduje wrogą relację z moim ciałem. Wychodzę ze sklepu i staję przed witryną sklepową 12.30 – Manekiny. Bardzo prawdopodobne jest to, że ten człekopodobny kawałek plastiku ma około 190 centymetrów wysokości, talie w kształcie klepsydry, długie nogi, gdzie uda są szerokości łydki oraz zgrabne ramiona. Nie można pominąć nienaturalnego wygięcia całej sylwetki dla wypuklenia „kobiecych kształtów”. Zastanawiam się czy złość, która się we mnie kumuluje przeleje się na moje ciało czy może na manekiny, które budzą we mnie wstręt, a jednocześnie są moim pragnieniem. Obok mnie staje dziewczynka, obydwie wpatrujemy się w witrynę sklepu, obydwie pragniemy stać się manekinem. Różnica jest taka, że ja wiem, że bycie manekinem jest złudnym marzeniem, a ona nie. W głowie mam myśl, że połowa 5-latek potrafi wskazać część ciała, z której nie jest zadowolona/chciałaby zmienić. Czy dystrybutor manekinów jest świadomy jaką krzywdę wyrządził? Na pewno nie… 

13.00 – Kupiłam najnowsze wydanie polskiego Vogue’a. Niezwykle przyjemnie jest dostarczyć sobie estetycznych doznań, które zapewniają dopracowane nawet w najmniejszym szczególe sesje zdjęciowe haute couture. Najnowsza kolekcja Prady, następnie tęczowa manifestacja będąca tematem przewodnim letniej kolekcji Burberry, wszystko to cieszy moje oko. Zanurzam się w marzenie, że mogłabym takie arcydzieła modowe posiadać i co ciekawe obcując z tak abstrakcyjnymi kreacjami nie zastanawiam się nad moim ciałem, nad tym czy, by wyglądało tak samo magicznie i wyjątkowo jak ciała modelek. Może dlatego, że większość kreacji jest poniekąd manifestacją artystyczną projektantów? Podchodzę do nich tak jak do obrazu czy rzeźby, czuję ten dystans między mną a dziełem, tę walterowską aurę. Nagle natrafiam na sesję zdjęciową, która wytrąca mnie ze skupienia. Fotografie zajmują sześć stron, każdą z nich cechuje minimalistyczna scenografia, cała uwaga skupiona jest na kobiecie. Kobiecie, która swoją postawą oraz mimiką manifestuje odwagę oraz pewność siebie, jest przejawem zdrowego i silnego ciała. Gdybym miała określić ją dzisiejszą terminologią dotyczącą ciała byłoby to coś pomiędzy „skinny model”, a „plus size”. Patrząc na tę sesję zdjęciową czuję wzruszenie i czuję moje ciało, ale nie czuję go jako mojego wroga tylko jako sprzymierzeńca, wręcz mogłabym powiedzieć, że lubię swoje ciało. Zdrowe piękno tej modelki imponuje mnie, do głowy przychodzi mi hasło „kobiece kształty” … [4]

17.00 – Przy lampce wina dociera do mnie, że jestem kobietą co definiuje moje ciało. Uświadamiam sobie, że przez drugą płeć, ale i nie tylko jestem postrzegana przez pryzmat mojego ciała, jego wyglądu, kształtu, budowy. Przeraża mnie to, znowu czuję niepewność, czuję obrzydzenie do samej siebie, bo czuję się jak przedmiot, który podlega permanentnej ocenie innych. Zamknięta w klatce opinii, sugestii, brutalności i seksualności, a przecież Jeżeli ciało jest „instrumentem naszego ujmowania świata” a przy tym „wolność nigdy nie będzie dana; zawsze będzie musiała być wywalczona” to powinnam afirmować somatyczną kultywację jako istotną dla ulepszenia mojego ciała, tak bym mogła zdobyć większą wolność.[5] Jednak patrząc się na swoje ciało nie czuję się ubezwładniona pod względem fizycznym, niemożności wstania i wyjścia tylko odczuwam niemoc kobiecości, wyrażenia samej siebie. W porównaniu do mężczyzny posiadam zasadnicze słabości (menstruacja, ciąża, poród), które nie powinny przeze mnie być postrzegane jako słabości, tylko jako część mojej natury. A jednak mogę się głodzić do bycia „skinny model” i zahamować naturalny rytm menstruacyjny, powinnam jednocześnie pomyśleć o macierzyństwie, bo to mój obowiązek – wychować dziecko. To wszystko kręci się w okól jednego – mojego ciała. A gdzie miejsce na moje refleksje? Na doskonalenie samej siebie, rozwijanie się, zdobywanie wiedzy, kultywowanie kobiecości jako siły intelektu? Beauvoir by mnie zatrzymała, pomniejszyła wagę troski o ciało, iż odwraca naszą uwagę od emancypacyjnego postępu.[6] Dlaczego tak ciężko zastosować się do tego? Dlaczego nie jestem w stanie odwrócić moją uwagę od fizyczności mojego ciała i skupić się głównie na kultywowaniu mojej siły intelektu? 

20.00 – Jestem rozdarta. Człowiek jest swoim ciałem, ale to nie ciało powinno określać moje kompetencje. Ruszając w świat chciałabym, żeby ludzie postrzegali mnie przez pryzmat moich dokonań, mojej charyzmy a nie tego czy mieszczę się w rozmiar S oraz czy moja cera prezentuje się jako nieskazitelnie czysta. Chcę być estetyczna, tylko co to znaczy? Czy to znaczy, że jednak powinnam spełnić wszelakie oczekiwania społeczeństwa wobec mojego ciała, czy zadbać o moje wewnętrzne poczucie estetyczności? Czy istnieje złoty środek? A może gdybyśmy poddali się twierdzeniu, że nasze ciało kieruje nami w sposób doskonały, ale „tylko pod warunkiem, że powstrzymujemy się od analizowania” w refleksyjnej świadomości, zarówno jego, jak i jego odczuć, tylko „pod tym warunkiem, że nie zastanawiam się nad nim specjalnie”.[7] Może uda nam się zwolnić tę szalona obsesję piękna i skupić na estetyce codziennego życia, które nie będzie skupiało się na perfekcji ciała, o które tak naprawdę powinniśmy zadbać, przytulić do siebie i zawrzeć z nim pokój. 

22.00 – Idę spać. Zobaczymy co przyniesie mi jutro…

1 2 R.Schusterman – Świadomość ciała. Dociekania z zakresu somaestetyki”; fragment: Ciche i chrome ciało filozofii – Marleu-Ponty i niedostatek somatycznej uwagi.
[3] www.hollywoodreporter.com – Lady Gaga – Body revolution; 2012 
[4] Polskie wydanie Vogue; kwiecień 2020; str. 86-91
[5] R.Schusterman – Świadomość ciała. Dociekania z zakresu somaestetyki”; fragment: Somatyczne podmiotowości i somatyczne podporządkowanie – Beauvoir o płci kulturowej i starzeniu się
[6] R.Schusterman – Świadomość ciała. Dociekania z zakresu somaestetyki”; fragment: Somatyczne podmiotowości i somatyczne podporządkowanie – Beauvoir o płci kulturowej i starzeniu się; str. 115
[7] R.Schusterman – Świadomość ciała. Dociekania z zakresu somaestetyki”; fragment: Ciche i chrome ciało filozofii – Marleu-Ponty i niedostatek somatycznej uwagi. Str. 78

photo: Aleksandra Neyman

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *